wtorek, 4 stycznia 2022

CZYTELNICY PYTAJĄ, JA ODPOWIADAM




W tym wpisie będę publikował, ciekawe w mojej ocenie pytania, które kierują do mnie czytelnicy tego bloga ( nie tylko) oraz odpowiedzi, których udzielam. Uprzedzam, że odpowiedzi to wyłącznie moje poglądy na dany problem, które nie zawsze muszą się pokrywać z ogólnie stosowanymi praktykami. Mam nadzieję, że z czasem wpis ten będzie stanowił dla czytających źródło wielu ciekawych i niejednokrotnie trudno dostępnych info

                                                                       
Pyt. Czy możesz na swoim blogu lub ffacebooku napisać kilka słów o rozstawie rzędów winorośli oraz odległości krzewów w rzędzie? Chodzi mi konkretnie o nasadzenia prowadzone w formie sznura skośnego - głównie deserówek.
Odp. Kierunek rzędów powinien być Pł-Pn, odległość między rzędami min 2 m, w rzędach rozstaw 1,0-1,2m.
Pyt. Witam, mam pytanie na szybko, w tamtym roku posadziłem 20 sadzonek, zakopcowałem na zimę, kiedy będzie dobry czas zeby je odkopać? są w docelowych dołkach,...
Odp. Wszystko zależy od przebiegu pogody. Nie wiem kiedy im dogrzeje na tyle że zaczną ruszać. Najlepiej obserwować winorośl nie okrytą i jak zaczną pąki nabrzmiewać to odkrywać.Jeżeli planujemy chronić sadzonki przed wiosennymi przymrozkami to najlepiej odkryć jak najwcześniej po zimie, żeby wcześnie wcześnie weszły w okres wegetacji.
Pyt. Witam Panie Piotrze!Kiedy można wsadzić do gleby zakupione winogrona które są w doniczkach co trzeba brać pod uwagę jak to zabezpieczyć czy musi to mieć jakąś specjalną glebę aby nie zmarnować sadzonek ? Pozdrawiam i z góry dziękuję za odp.
Odp. Sadzonki w pojemnik można sadzić przez cały rok, jeżeli tylko warunki glebowe na to pozwalają. Przy sadzeniu należy uważać aby przenieść do ziemi bryłę korzeniową w stanie nie naruszonym. Najlepiej przesadzać w stanie niskiego poziomu wilgotności, wówczas dobrze sie trzyma. Jeżeli sadzimy wiosną przed 15-tym maja musimy brać pod uwagę konieczność ochrony takiej sadzonki przed przymrozkami. Najlepiej przetrzymać sadzonkę w pojemniku i sadzić po przymrozkach. Jak sadzić można sprawdzić tutaj: Sadzenie winorośli . Do zasypania sadzonki dobrze jest użyć podłoża lepszej jakości np torfu odkwaszonego. Można tez mieszać torf z glebą. 

Pyt. Czy sadzonki szczepione  są lepsze niż takie ukorzeniane samemu z pozyskanych jesienią sztobrów? 
Odp. Jeżeli mówimy o sadzonkach tego samego typu (np. gołokorzeniowych) ukorzenianych w tym samym roku, to nie ma jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Zadania jakie mają do spełnienia w sadzonkach szczepionych podkładki, są bardzo zróżnicowane. Występują podkładki na gleby zbyt ubogie, zbyt zwięzłe, podmokłe, suche, poprawiające mrozoodporność, powodujące obniżenie potrzeb rośliny, osłabiające siłę wzrostu ect. Podstawową cechą większości podkładek jest jednak odporność na Filokserę i po to je wymyślono. Szczepienie stosuje się najczęściej w stosunku do odmian przerobowych. Większość deserówek uprawia się natomiast na własnych korzeniach. Nie mam doświadczenia w uprawie winorośli szczepionych na podkładkach. Wszystko co u mnie rośnie jest na własnych korzeniach i jestem z tych krzewów zadowolony. Podkładka źle dobrana do siedliska może spowodować, że krzew będzie  zachowywał się gorzej niż na własnych korzeniach. Tak mam na odmianie Nero. Dobrze dobrana podkładka powinna poprawić cechy użytkowe odmiany, co nie oznacza  większego plonowania. Szczepienie to dość istotna ingerencja w strukturę sadzonki. Efektem tego zabiegu jest zrost, który  stanowi wrażliwy na różne czynniki fragment krzewu. Szczególną uwagę należy zwrócić na zabezpieczenie tej części sadzonki przed mrozem i odpowiednie posadzenie uniemożliwiające ukorzenienie się części naszczepionej. Takie  ukorzenienie prowadzi do odrzucenie podkładki.

Pyt. Czy kupując na wiosnę sadzonki ukorzenione, w roku ubiegłym nie jest jakby 1  rok "do przodu"
Odp. To oczywiste. Winorośl sadzi się praktycznie cały rok. Dotyczy to jedynie sadzonek w pojemnikach.  Sadzonki gołokorzeniowe można  sadzić późną jesienią po wykopaniu ze szkółki lub wiosną, w roku następnym po przechowaniu zimowym. Kupując wiosną właśnie takie sadzonki, lub te w pojemnikach, ukorzeniane w ub roku jesteśmy "do przodu" w stosunku do młodych sadzonek w doniczkach, "pędzonych" od wczesnej wiosny i sprzedawanych praktycznie już od kwietnia. Po posadzeniu poprawnie rozbudowane system korzeniowy sadzonek starszych podejmują wiosną szybko pracę i w sprzyjających warunkach krzewy wydają nawet kilkumetrowe silne przyrosty. Młode sadzonki w pojemniku, posadzona w roku ukorzeniania rzadko się tak zachowują i o wiele częściej wypadają .

Pyt. Na jesieni sadzonki obciąłem zgodnie z Pana instrukcją i zakopczykowałem, kiedy rozkopczykować sadzonki? Mieszkam na granicy woj. świętokrzyskiego i łódzkiego, jeżeli to ma znaczenie.
Odp. Lokalizacja nie ma większego znaczenia. Proszę z odkryciem czekać jak najdłużej. Proszę kontrolnie rozgarniać kopce co kilka dni i sprawdzać . Jak pąki zaczną pękać to dopiero wtedy. Można też inaczej, a mianowicie obserwować pąki na krzewach nie okrytych (jak są pod ręką). Te zazwyczaj ruszają trochę szybciej niż te w ziemi więc jest to dobry moment.

Pyt. Czytając Pana " Winnica Kapitana - bloog.pl , zdecydowałem prowadzić Sznurem Skośnym. Czytając o sposobie prowadzenia wydaje mi się to bardzo zrozumiałe . Będę postępował tak jak to jest przedstawione na rysunkach i opisie co w którym roku. Ale mam pytania ;
-  Czy zakładając Sznur Skośny wyprowadzać od 2 roku pojedynczo czopy , tj.
w trzecim roku drugi a w czwartym trzeci ew. z czwartym . Czyli kolejno co sezon. Na innym forum wyczytałem że lepiej jest to zrobić w drugim roku z jednego grubego pędu - całość i następnie wyprowadzić 2 do 4 czopów zależnie od długości cięcia . Tłumaczone to było tym że prowadzone na czopach z jednego pędu lepiej wykarmi grona , a te z czopami pojedynczymi corocznymi z roku na rok z powodu że czop jest coraz wyższy , krzew marnieje. Ale w tym z jednego pędu jest taka sama sytuacja z czopami , tylko różnica w budowie łodygi-pnia. Pisał to nie zawodowiec  a bardzo doświadczony amator ,tak się nazwał . Proszę o prawidłową wskazówkę .
Odp. Rozważania teoretyczne to jedno, a to co się dzieje z krzewami w rzeczywistości to często zupełnie coś innego. Pewnie jest trochę lepiej jak pień jest z jednej łozy, tylko pytania są następujące: Ile sadzonek da w drugim roku odpowiednią na pień łozę? Ile osób potrafi ocenić czy jest ona odpowiednia? Ile ta łoza wyda odpowiednich latorośli na czopy, a ile cherlawych? Długie łozy bardzo chętnie "uciekają" czyli wydają najlepsze latorośle na końcowych odcinkach, kosztem odrzucenia tych z tylnych pąków. Są jeszcze przymrozki, które w naszym klimacie to standard. Po takich uszkodzeniach startują już tylko te pąki zapasowe, które ocalały. Nie koniecznie te co nam pasuje. Jednym słowem sporo problemów po drodze. Posadził Pan dużo różnych sadzonek, które pewnie będą się różniły co do siły wzrostu oraz stopnia zdrewnienia i do każdej trzeba będzie podejść przy cięciu indywidualnie. Krótkie cięcie i powolne wyprowadzanie pozwala uniknąć wielu  przykrych niespodzianek, o których wspomniałem. 

Pyt. Jak mam podane cięcie na 10 - 12 oczek , to czy muszę to wykonać na jednej łozie , czy też mogę to rozłożyć na kilka łuz krócej ciętych np. 2 x 5 oczek lub 3 x
4 oczka ???.

Odp. Jeżeli jest mowa o cięciu "na" ...ileś oczek, to ja rozumiem, że chodzi o pojedyncze łozy. 10-12 oznacza długie cięcie. Natomiast obciążenie krzewu płodnymi pąkami, rozumiem jako sumę pąków na krzewie. Co autor to inaczej i jeżeli jest tak możliwość to najlepiej pytać u źródła.  Nie zwracam na to szczególnej uwagi.



Pyt. Mógłbyś rzucić okiem i odpisać jak i kiedy przyciąć moje winogrona. W tamtym roku na zimę obsypałem kopczykiem całe ale w tym roku będą już za wysokie, żeby je całe okryć jak rozwiązujesz ten problem. Myślałem, żeby użyć takich pianek jak używa się do ociepleń rur np. wodociągowych???






Odp. Przytnij każdą łozę pod koniec listopada na ok. 6 oczek, podkop krzewy z jednej strony i delikatnie przygnij pnie w tą stronę. Najlepiej kłaść w stronę naturalnego  pochylenia. Przycięte łozy połączone razem można ostrożnie związać i po położeniu przywiązać do kołeczka wbitego w ziemię, żeby się nie unosiły lub przypiąć do ziemi zagiętym drutem (śledziem). Tak ułożone można okryć niewielką ilością ziemi bez większego problemu. Czasami po przeciwnej, do kierunku pochlania, stronie jest korzeń podpowierzchniowy, który trzyma. Taki korzeń można spokojnie odciąć. Nie polecam do okrywania winorośli niczego innego, niż ziemia.
Pyt. Mnie zawsze zastanawiało dlaczego na forach, które zajmują się winiarstwem przy opisach sposobu wykonania wina pojawia się "jeśli projektujesz na np. 20 l wina". Wydawało mi się, że przepis powinien podawać sposób wykonania od drugiej strony tj. przy określonej ilości winogron można wykonać określoną ilość wina (oczywiście z mniejszymi lub większymi odchyleniami czyli bardziej lub mniej esencjonalne". Czyli ilość wina, która wyjdzie jest wynikiem. To pewnie wiąże się ze stosunkiem wody do soku, o którym Pan pisze. Chyba, że się mylę. Ale w takim razie powinien istnieć jakiś standard tego stosunku, żeby za bardzo nie rozwodnić, a z drugiej strony nie zrobić zbytniej esencji.

Odp.  Niewątpliwie jest tak, że ilość  nastawu wina gronowego (bez dodatku wody) zawsze będzie zależna od ilości i wydajności surowca. Jeżeli jednak dodajemy wodę lub mamy wyłącznie określonej wielkości naczynia to musimy wino zaprojektować odpowiednio do tego co chcemy i możemy osiągnąć. Wodę do moszczu dodajemy w zasadzie tyko z jednego powodu, tj. aby obniżyć nadmierny poziom kwasów w moszczu. Do moszczy wysokiej jakości nie powinno się lać wody. Ludzie robią  wina winogronowe dodając przeróżne ilości wody i rzadko kto mówi, że zrobił złe wino, a prawda jest zupełnie inna. Jeżeli robimy takie wino dla siebie to standardy są zależne wyłącznie od naszych upodobań. Ja staram się nie dodawać  więcej wody niż 30 % objętości nastawu. Jeżeli jednak np. 35% daje mi optymalne wypełnienie balonu, to tak robię. Nie wysyłam win na konkursy, robię je wyłącznie na własne potrzeby i nikt mi nie zabroni eksperymentować. Nie mam też wystarczającej, na wino odmianowe ilości krzewów jednej odmiany, dlatego każde moje wino jest wykonane z kilku odmian w różnej proporcji. Dobór odmian co roku jest inny, a to wynika z okresów dojrzewania i plonowania w danym roku. Tym sposobem uzyskuję jedyne w swoim rodzaju wina, które nigdy się nie powtarzają. Po wykonaniu kilku win z winogron dowiadujemy się, że w zależności od sposobu pozyskiwania, wydajność moszczu z miazgi to 65-75%. Jeżeli do tego mamy czym określić poziom cukru w moszczu i wiemy, że 1 kg cukru dodanego zwiększa objętość nastawu o 0,6l  oraz, że 16,7g cukru w 1 l nastawu daje po fermentacji 1 % alkoholu, to możemy bardzo dokładnie zaprojektować ilość składników na każdą ilość wina o dowolnym poziomie alkoholu.

Pyt. Próbuję prowadzić je czasem pojedynczym, czasem podwójnym Guyotem. W praktyce często łozy z jednego krzaku zachodzą na drugi. Nie wiem czy jest to prawidłowe, ale nie mam śmiałości wycięcia jednej. Dlatego łozę z jednego krzaka prowadzę poniżej łozy z drugiego krzaka. Z drugiej strony być może prowadzi to do nadmiernego wyczerpywania minerałów. Czasem czytam też o projektowaniu plonów. Ale tego w ogóle już nie rozumiem. Jeśli zostawię np. jedną łozę i np. na niej 6 oczek to teoretycznie z każdego oczka powinienem mieć latorośl, a na niej ileś płodnych oczek z określonym plonem. Tylko, że na wielu latoroślach owoce mogą  w ogóle nie pojawić się. Nie wiem czy czegoś nie mylę.

Odp. Każdy krzew powinien mieć w szpalerze miejsce dla siebie. Z wielu powodów, nie powinno być tak, że łozy owocujące nakładają się na siebie. Taki układ powoduje, że z łóz wyrasta zbyt wiele latorośli, które zagęszczają krzew. Nadmierne zagęszczenie stwarza doskonałe warunki dla rozwoju chorób grzybowych. Chore i zagęszczone latorośle rosną słabiej, gorzej drewnieją i w konsekwencji gorzej zimują. Jeżeli znamy choć trochę możliwości odmian to przewidywanie (projektowanie) plonów jest bardzo proste. Mówiąc o płodnych oczkach, zawsze myślimy o pąkach na łozie, a nie na latoroślach. Wielkość plonu zawsze jest wypadkową ilości i wielkości gron. Oczek płodnych zawsze zostawiamy więcej niż wymaga tego planowana wielkość plonu. Jeżeli krzew zawiąże zbyt wiele gron, to po prostu wycinamy je po ocenie zapylenia. Trochę trudniej jest u odmian obcopylnych ponieważ maja dużo jagód niezapylonych, a te są zdecydowanie mniejsze od zapylonych. Takie odmiany lepiej oceniać nieco później gdy jagody zaczynają się różnicować. Taki np. Talizman dobrze zapylony potrafi wydać jagody owalne o wymiarach nawet 35x45 mm.

Pyt. Czy mógłby mi Pan poradzić, czy jeśli zauważyłem objawy mączniaka prawdziwego na liściach, a jestem już po zerwaniu owoców to jest sens w tej chwili robić oprysk. Chciałem zrobić taki oprysk Topsinem. Ale może lepiej powstrzymać się do wiosny i dopiero wtedy zrobić taki oprysk preparatem siarkowym.

Odp. Jeżeli presja jest duża to lepiej opryskać. Krzewy są w trakcie drewnienia latorośli, które mączniak również atakuje. Zainfekowane latorośle gorzej drewnieją, a w konsekwencji gorzej przezimują.  Mączniak prawdziwy zimuje głównie w postaci grzybni znajdującej  się wewnątrz pąków, ale także w postaci  tzw. kleistotecjów (otoczni) na powierzchni łóz. Wycinanie porażonych organów, jak również jesienny oprysk mogą istotnie ograniczyć źródła potencjalnej infekcji z tych otoczni. Robiąc taki oprysk jesienny trzeba jednak pamiętać o zaleceniach producenta, co do temperatur stosowania środka.

Pyt. Czy stosować wiosną zabieg myjący łozę Siarkolem?

Odp. Co do stosowania Siarkolu w okresie bezlistnym, to ja nie stosuję. Podstawowe źródło infekcji mączniaka prawdziwego to pąki, a mączniak rzekomy zimuje poza krzewami. Oprysk Siarkolem w tej sytuacji nic nie daje, bo Siarkol działa wyłącznie kontaktowo. Zastosowany w fazie pękania pąków jest skuteczny jedynie na przędziorki i z tego powodu można rozważyć wykonanie takiego zabiegu. Ja jednak na roztocza stosuję Treol. W 2015. roku, w fazie pękania pąków wykonałem oprysk myjący Topsinem. Nikt tego nie zaleca i raczej nie robi. To taki mój eksperyment. Nie wiem czy to ten oprysk, czy kolejne (ukierunkowane już raczej na rzekomego) sprawiły że przez cały sezon nie miałem prawdziwego. Czegoś takiego nie miałem nigdy dotąd. W tym roku również planuję mycie Topsinem. Różnica w działaniu Topsinu i Siarkolu jest taka, że Topsin działa systemowo i wgłębnie. Ma zdolność wnikania przez korę i łuski pąków i na tę właściwość najbardziej liczę. Jeżeli dobrze myślę i udało mi się uszkodzić zarodniki MP w pękających pąkach, to mam odpowiedź dlaczego go nie było. 

Pyt. Piotrze tak przyglądam się Twoim zdjęciom i zauważyłem (szczególnie u Arkadii) że najładniejsze latorośle rosną z 2 najwyższych pąków na zostawionej łozie. Zastanawiam się tak że gdyby te łozy skrócić od razu do 2-3 oczek zamiast 4-5 (jak u Ciebie) to ta siła wzrostu powinna przejść także na najwyższy pąk mimo iż będzie on 2 a nie 4, czyż nie? Czy zostawianie takich długich łóz na zimę (4-5 oczek + 1/2 zapasowe) nie sprawia trochę kłopotu z okryciem winorośli?

 Odp.Tak to jest u winorośli, że najsilniejsze latorośle rosną zazwyczaj na końcowych odcinkach łóz. Ta cecha może być przyczyną kłopotów przy wyprowadzaniu form ze stałymi ramionami. Jest dowiedzione, ze najlepiej wyprowadzać ramię stałe z jednego odcinka łozy. Niestety bardzo często z różnych powodów pozostajemy tylko z latoroślami na końcach tych łóz. Ja  z tego powodu, świadomie, wolę stałe ramiona i czopy na nich wyprowadzać etapami. Tak jak na obrazku w odpowiedzi na kolejne pytanie. Co do długości strzałek, to zostawiam takie, a nie krótsze bo zwykle wyprowadzam z nich dwie latorośle, jedną stosunkowo nisko, a drugą wysoko. Po sezonie zazwyczaj ta wyższa z odcinkiem łozy, z której wyrastała jest wycinana. Ciecie na krótkie czopy wymaga wiedzy czy odmiana owocuje z pierwszych paków. Przy bardzo krótkim cięciu np na klasycznego Royata, na 2 pąki, pozbawiamy się "rezerwy" na wypadek przemarznięcia pąka poniżej miejsca cięcia. Trzeba wiedzieć, ze rana po cięciu "ciągnie" mróz w głąb łozy dużo bardziej niż przez zewnętrzną zdrewniałą warstwę na łozie. Przy dłuższym cięciu dzieje się tak samo z ta różnicą, że zawsze można odciąć przemarznięty górny pąk, a i tak mamy kilka ocalałych poniżej. Czyli krótkie cięcie stosujemy tylko wiosną i tylko dla odmian dobrze owocujących na pierwszych pakach. Co do kłopotów z okrywaniem to ich nie mam, bo nie okrywam. :D 

Pyt. Kieruje się na Twoją formę ponieważ wydaje się być idealna dla mnie. Mam pytanie, czy ta forma (pozwoliłem sobie wrzucić to zdjęcie):
Obrazek

będzie odpowiadać dla odmian wielkoowocowych i wielkogronowych np. FVR-7-9, Arkadia, Prieobrażenie, Kodrianka, Julian? Wiem że takie odmiany można łatwo przeciążyć przez co w kolejnych latach bardzo kiepsko sobie radzą (chyba szczególnie Arkadia) i chciałem się zapytać czy ta forma gwarantuje prawidłowy wzrost tych odmian? Ile latorośli owocujących zalecasz dla takich odmian jeśli na takowej latorośli rzecz jasna zostawię tylko po jednym gronie?

Odp. Wszystkie są wielkoowocowe, szczególnie uważaj na Arkadię bo "szaleje" z kwiatostanami. Ja w tym roku na dorosłym już krzewie Arkadii pod osłoną miałem 8 gron. Uważam że to był już max. Co do latorośli to krzewy sobie poradzą nawet z większą ich ilością bez problemu. Problem jest w czymś innym, a mianowicie nadmiernym zagęszczeniu krzewu. Liczbę latorośli dobieram zawsze do ilości miejsca na drutach. Ostatnio jest to mniej niż więcej. Krzewy zdrowiej rosną. Prawie wcale nie stosuje zasady, że łoza na owocowanie w przyszłym roku ma rosnąć bez gron. Jeżeli krzew nie jest przeciążony latorośle z gronami dają również b. dobrą łozę. Ja wszystkie deserówki prowadzę w formach podobnych do tej z obrazka.
Tu http://winnicakapitana.blogspot.com/201 ... zewow.html możesz zobaczyć znaczną część moich cudacznych form. 
A w dalszej części tego wisu http://winnicakapitana.blogspot.com/201 ... swoja.html jest rok po roku prowadzenie właśnie Arkadii pod osłoną.

Pyt. W tym roku ukorzeniłem wcześnie i sadzonki są już w pojedynczych doniczkach na podłodze w mieszkaniu, niestety dużo z nich więdnie na liściach pojawiają sie czarne krawędzie lub zasychają ledwo po wypuszczeniu pierwszych listków obawiam się, że nie przetrwają tak do połowy maja, co robić?! 

 Odp. Podstawowy błąd to zbyt wczesne rozpoczęcie ukorzeniania i latorośle cierpią na deficyt światła. Objawy, które opisujesz świadczą również o zbyt częstym i obfitym podlewaniu. Sadzonki mają za mokro co daje właśnie takie objawy. Proponuję wyłamać wszystkie latorośle, przestać podlewać i czekać. Jeżeli korzenie nie zgniły z przelania to sadzonki powinny za 2-3 tygodnie ruszyć z pąków zapasowych.Podlewać 1 x na tydzień bardzo umiarkowanie. Mają mieć sucho i powinno być dobrze!!!


Pyt. Bardzo dziękuję za podzielenie się wiedzą. Jestem na etapie wybrania 2-3 odmian amatorskich na działkę. 2 planuję puścić po elewacji i mam pytanie: czy wszystkie powyższe odmiany się do tego nadają? I nie wymagają fachowych cięć? Bo przy niektórych jest napisane, że nadają się na altany ale nie przy wszystkich.

 Odp.Prowadzenie winorośli bezpośrednio na elewacji budynku może być kłopotliwe. Winorośl wymaga chemicznych zabiegów ochronnych, bo w przeciwnym razie uprawa zawsze kończy się porażką. Niestety opryski pozostawiają na ścianie przebarwienia. Lepszym rozwiązaniem jest rusztowanie w niewielkiej odległości od ściany pozwalające na zastosowanie osłony w trakcie oprysku. Odmiany altanowe to odmiany silnie rosnące, zwykle lepiej rosnące i plonujące w dużych formach, o efektownym wyglądzie. Wyłącznie na tym to polega. Stanowisko pod ściana jest bardzo dobre i można tam sadzić wszystko. Cięcia wymagają wszystkie odmiany bez wyjątku.





poniedziałek, 3 stycznia 2022

SZNUR SKOŚNY ROYAT - WYPROWADZANIE WIELOETAPOWE



Częstym błędem przy formowaniu krzewów winorośli jest pospiech i chęć jak najszybszego osiągnięcia docelowej formy. Niestety najczęściej kończy się to tym, że my swoje, a roślina swoje. Żeby uniknąć rozczarowania, należy od samego początku zaplanować taki sposób działania, aby na wypadek niepowodzenia planu „A” mieć w zanadrzu plan „B”, a nawet „C”. Budując w pierwszych latach formę musimy pamiętać o podstawowej zasadzie, polegającej na zachowaniu właściwej proporcji pomiędzy młodym, dopiero rozwijającym się systemem korzeniowym, a częścią nadziemną krzewu. Zbyt duża liczba latorośli w pierwszych sezonach uprawy, sprawia, że system korzeniowy nie jest w stanie dostarczyć do nich wystarczającej ilości składników pokarmowych. Latorośle rosną wówczas słabo, są cienkie, krótkie, a co najważniejsze słabo drewnieją i najczęściej w okresie zimowym przemarzają. To co ocaleje nie nadaje się w kolejnym sezonie do rozbudowy formy i w zasadzie poprzedni sezon jest stracony. Powtarzanie tego błędu jest powodem wypadania krzewów, a w najlepszym wypadku długoletniego oczekiwania na owocowanie. Innym często występującym błędem jest przeciążanie młodych krzewów owocowaniem. Mechanizm negatywnego oddziaływania na krzew jest taki sam jak przy nadmiernej ilości latorośli, czyli system korzeniowy nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej ilości składników pokarmowych. Przeciążenie owocowaniem jest szczególnie groźne dla odmian deserowych, wielkoowocowych i odmian wyjątkowo plennych. W pierwszym roku uprawy żadna odmiana nie powinna owocować, a zawiązujące się kwiatostany należy usuwać. W kolejnym sezonie na krzewach które rozwijają się prawidłowo można zezwolić na owocowanie kontrolne tj. maksymalnie jedno grono. Dla odmian wielkoowocowych może to wymagać ograniczenia tylko do fragmentu grona. W kolejnych sezonach owocowanie systematycznie zwiększamy, uzależniając je od ogólnej kondycji krzewu, powierzchni dyspozycyjnej i warunków siedliskowo- glebowych.
                               

Sznur skośny jest często stosowaną formą prowadzenia odmian deserowych w uprawie szpalerowej, a także pod osłonami. Dzięki zastosowaniu tej formy, na małej przestrzeni można uzyskać na krzewie relatywnie dużą liczbę płodnych pąków (oczek). Odpowiednia liczba pąków jest niezbędna do owocowania i zapewnienia ciągłości formy krzewu. Sznury skośne można wyprowadzać w różnej postaci. Najczęściej stosowane to tzw. forma Royat lub Cazenave. Nie będę  szczegółowo opisywał tych form, nadmienię tylko że różnice polegają na długości ciecia łozy i zagęszczeniu czopów krzewienia na ramionach stałych. Royat, to krótkie cięcie łozy (2-3 paki), przy większej ilości węzłów krzewienia. Cazenave to dłuższe cięcie łozy (6-8 paków) przy mniejszej liczbie węzłów krzewienia. W zależności od potrzeb i tego do czego zmuszają nas, na danym etapie uprawy nasze krzewy, często zachodzi konieczność odchodzenia od klasycznych form. Stosujemy wówczas formy pośrednie lub mieszane i nie jest to błędem. Zawsze należy jednak pamiętać o specyficznych dla odmiany wymaganiach, a także corocznym tworzeniu bazy dla kolejnych lat uprawy.

Przedstawiony sposób wyprowadzania sznura skośnego jest zbliżony, co do zasady, do klasycznej formy Royata. Taki sposób prowadzenia nie powinien być stosowany dla odmian, które nie owocują na pierwszych 2-3 pąkach i dla odmian, które zdecydowanie lepiej owocują na pąkach bardziej oddalonych od nasady łozy. Taką odmianą jest np. bardzo popularne w amatorskich nasadzeniach Nero. Założyłem, że sadzonka została posadzona jesienią, w roku poprzedzającym I sezon.


I sezon

Sadzonkę, która jesienią została krótko przycięta (2-3 oczka), od wiosny prowadzimy, na dwie latorośle. Latorośle chronimy przed wyłamaniem i uszkodzeniem, przez wiosenne przymrozki. Po minięciu groźby wystąpienia przymrozków słabszą latorośl wycinamy i do końca sezonu sadzonkę prowadzimy tylko na jedną latorośl. W miarę wzrostu systematycznie skracamy pasierby za ich 2 liściem. W przypadku silnego wzrostu latorośl ogławiamy po osiągnięciu długości powyżej 2-2,5 metra. Ogłowienie nie powinno nastąpić wcześniej jak po połowie sierpnia. Jeżeli latorośl ma kwiatostany, usuwamy je jak najwcześniej. Niezależnie od siły wzrostu i stopnia zdrewnienia późną jesienią (listopad/grudzień) przycinamy latorośl (już łozę) krótko na 3-4 pąki i kopczykujemy sadzonkę na okres zimowy Przy tej metodzie wyprowadzanie sznura, dłuższe cięcie nie ma żadnego uzasadnienia. Ciecie można również wykonać wczesna wiosną, należy jednak pamiętać o okryciu dolnych pąków na łozie. Można też przyciąć jesienią dłużej a wiosna poprawić cięcie.




II sezon

W drugim sezonie wyprowadzamy 3-4 latorośle. Z pąka najbliższego nasady łozy latorośl, z której utworzymy po sezonie pierwszy czop na ramieniu stałym. Z ostatniego pąka na łozie wyprowadzamy latorośl na przedłużenie ramienia. Latorośle z pąków środkowych 2-3 stanowią rezerwę dla latorośli z pąka pierwszego (na czop) i ostatniego(na ramię). Na jednej latorośli z tych pąków możemy również pozostawić grono. Jeżeli wszystko przebiega prawidłowo, latem jedną z zapasowych latorośli (bez grona) możemy wyciąć. Po II sezonie latorośl na czop, z pąka pierwszego, tniemy docelowo na 3-4 oczka, podobnie tniemy latorośl na przedłużenie ramienia, z pąka ostatniego. Latorośl owocującą (środkowa) wycinamy całkowicie. W zależności od długości międzywęźli, może się okazać, że odległość pomiędzy pierwszym czopem a przedłużeniem ramienia (z pąka nr 4) gdzie będzie kolejny czop, jest zbyt duża, wówczas przedłużenie ramienia należy wykonać z pąka nr 3 (tak jak jest na rysunku). W takiej sytuacji ostatnią latorośl, z kawałkiem ramienia odcinamy.To jest właśnie ta umiejętność improwizowania, w zależności od sytuacji.




III sezon

W trzecim sezonie mamy już pierwszy czop, z którego wyprowadzamy dwie latorośle, wyższą na owocowanie i niższą na czop w kolejnym sezonie. Z łozą na przedłużenie ramienia postępujemy analogicznie jak w sezonie drugim, czyli formujemy z niej kolejny czop, wyprowadzamy łozę na kolejne przedłużenie ramienia i latorośle na owocowanie. Podobnie jak w II sezonie, czop robimy z pierwszego pąka odcinka łozy przeznaczonej na przedłużenie ramienia. Po sezonie tniemy ją na 3-4 pąki.  Rysunek przedstawia dla odmiany, wariant z przedłużeniem pnia na kolejny sezon  z pąka nr 2, a owocowanie z pąków nr 3 i 4. Jak wspomniałem wcześniej wybór pąka, z którego przedłużamy pień należy uzależnić od zakładanej odległości pomiędzy czopami. Po sezonie niższą łozę na pierwszym czopie tniemy na 3-4 oczka, natomiast wyższą po owocowaniu wycinamy z odcinkiem czopa powyżej miejsca wyrastania niższej łozy. Łozę na przedłużenie ramienia możemy przyciąć na docelową długość całego ramienia i zakończyć jego formowanie.


IV sezon

W czwartym sezonie postępujemy analogicznie ja w sezonie trzecim, z tą różnicą, że nie przedłużamy już pnia, a formujemy dwa ostatnie czopy.



Czytając powyższe może nasuwać się pytanie po, co tyle zabaw i dlaczego tak długo, skoro można to osiągnąć w rok lub góra, dwa lata. Na tak postawione pytanie odpowiem również pytaniem. Po co się śpieszyć? Wspomniałem we wstępie, że przeciążenie krzewu owocowaniem, może mieć opłakane konsekwencje i to właśnie optymalne obciążenie w danym roku powinno być decydujące przy wyprowadzaniu tej i innych form. Przedstawiony sposób postępowania pozwala na osiągnięcie maksymalnego, dopuszczalnego obciążenia owocowaniem, w każdym z przedstawionych sezonów uprawy i jest najbezpieczniejszy, ponieważ na każdym etapie formowania krzewu zakłada 1 lub 2 rezerwowe pąki.

Stary pień wyprowadzany opisanym sposobem.


FORMA KURTYNY IDEALNA NA ŚCIANY, PERGOLE I SZOPY - WYPROWADZANIE ROK PO ROKU

Forma kurtyny idealnie nadaje się na wszelkiego rodzaju rusztowania o wysokości ok 2,5 m i wyższe, a także na ściany budynków, szop itp. Prezentowany sposób prowadzenia takiej formy docelowo oparty jest na stałych ramionach, na których mamy czopy krzewienia. W czwartym roku prowadzenia przedstawiam dwa warianty cięcia czopów:
1. Klasyczny Royat, czyli krótkie cięcie łozy (na dwa oczka) na czopach max co 20 cm.
2. Cazanawe, czyli dłuższe cięcie łozy (4-6 oczek) na czopach oddalonych od siebie o długość równą długości przycinanych strzałek łozy.


Rok 0- sadzenie jesienią
(kliknięcie w slajd spowoduje powiększenie obrazu)

Jesienią sadzimy naszą sadzonkę na wybranym stanowisku. Pamiętamy aby bryłę korzeniową  umieścić na głębokości ok 30 cm i okryć ja żyzną glebą. Nie wybieramy stanowisk pod ścianami na które leje się woda z okapów dachowych. Na zimę sadzonkę okrywamy kopczykiem z ziemi. Nie stosujemy pod warstwą ziemi żadnych innych materiałów!
Rok I

W pierwszym roku, początkowo prowadzimy sadzonkę na 2-3 latorośle. Po minięciu zagrożenia wiosennymi przymrozkami wybieramy jedna najsilniejszą latorośl, wiążemy ja do palika, a pozostałe wycinamy. Do końca sezonu sadzonkę prowadzimy  już wyłącznie na  jedną latorośl. Wyrastające z kątów liści pasierby przycinamy za drugim liściem. Gdy latorośl osiągnie wysokość ok 2 metrów pozbawiamy je wierzchołka wzrostu (ogławiamy). Jesienią ew. wiosną następnego roku uzyskaną łozę przycinamy. W zależności od siły wzrostu i stopnia zdrewnienia tniemy krótko na 2-3 oczka lub średnio  do ok 0,5 m.
Rok II

W drugim roku podstawowym celem jest przedłużenie pnia. W tym celu z jednego z najwyższych pąków wyprowadzamy silną latorośl, którą nie obciążamy owocowaniem i prowadzimy ją w sposób identyczny jak latorośl w roku  pierwszym. Dodatkowo na sadzonkach, które w pierwszym roku rozwijały się dobrze możemy wyprowadzić z niższych paków dwie latorośle i na jednej z nich dopuszczamy do próbnego owocowania. Nie pozostawiamy jednak więcej jak jedno grono, a dla odmian o dużych gronach tylko część grona. Po sezonie jesienią  ew. wiosną roku następnego wycinamy wszystkie latorośle za wyjątkiem najwyższej, którą przycinamy na docelową wysokość pnia kurtyny. Tak możemy zrobić jeżeli nasz krzew rozwija się prawidłowo. Przy słabej sile wzrostu może zachodzić konieczność powtórzenia schematu prowadzenia roku drugiego w trzecim roku.
Rok III

W trzecim roku wyprowadzamy latorośle na ramiona stałe naszej kurtyny i dopuszczamy do większego owocowania. Latorośle na ramiona wyprowadzamy z najwyższych pąków odcinka łozy stanowiącego końcowy odcinek pnia. Wyprowadzamy  latorośle w przeciwnych kierunkach od pnia. W trakcie sezonu przyginamy je sukcesywnie do poziomu i mocujemy do konstrukcji, która będzie podtrzymywała ramiona kurtyny. Te latorośle nie powinny owocować. Po sezonie łozy z tych latorośli przycinamy na 6-8 pąków tworząc początkowe odcinki ramion kurtyny. Z niższych pąków na łozie pnia wyprowadzamy 3-5 latorośli na których pozostawiamy po jednym gronie (łącznie nie więcej jak 2 kg owoców, im mniej tym lepiej dla krzewu).  Po sezonie latorośle owocujące wycinamy całkowicie.
 
 Rok IV
W czwartym roku decydujemy jaki rodzaj cięcia zastosujemy dla naszej odmiany. Decyzja jest uzależniona od tego przy jakim cięciu odmiana najlepiej owocuje.
1. Klasycznego Royata, czyli krótkie cięcie łozy (na dwa oczka) na czopach rozmieszczonych max co 20 cm przedstawia prawa strona rysunku. Ten sposób cięcia proponowany jest dla odmian dobrze owocujących na pierwszych dwóch pąkach na łozie.
2. Cazanave, czyli dłuższe cięcie łozy (4-6 oczek) na czopach oddalonych od siebie o długość równą długości przycinanych strzałek łozy, przedstawia lewa strona rysunku. Nie podaję odległości w cm bo dla odmian może ona być różna i zależy od długości międzywęźli na łozie.  Ten sposób cięcia proponowany jest dla odmian zdecydowanie lepiej owocujących na wyższych pąkach na łozie.
W tym sezonie możemy również przedłużyć ramiona kurtyny, dążąc do rozbudowy formy. Natomiast na bazie opisanych powyżej sposobów cięcia formujemy pierwsze czopy krzewienia.
Ramiona kurtyny przedłużamy z ostatnich pąków łóz stanowiących początkowe odcinki ramion  stałych i tych latorośli nie obciążamy owocowaniem. Z pozostałych paków na łozach  stanowiących początkowe odcinki ramion  stałych wyprowadzamy latorośle na owocowanie i pierwsze czopy krzewienia. Dobrze będzie jeżeli latorośle na czopy uda się wyprowadzić bez owocowanie ale nie jest to bezwzględny warunek. Łatwiej to osiągnąć przy cięciu na Cazanave, dużo trudniej przy Royacie gdzie czopów trzeba zdecydowanie więcej. Po sezonie wybieramy łozy na czopy i tniemy odpowiednio dla Royata na 2 oczka, a dla Cazanave na 4-6 oczek. Pozostałe łozy wycinamy całkowicie. Łozy na końcach ramion tniemy na 6-8 oczek , przyginamy do poziomu i w ten sposób przedłużamy ramiona.
Rok V
W piątym roku forma kurtyny powinna mieć już docelową wielkość,  a cięcie w tym roku i kolejnych latach powinno się sprowadzać do zapewnienia powtarzalność  formy z jej optymalnym owocowaniem i zagęszczeniem.  Najprościej to osiągnąć poprzez pozostawianie co roku łozy o zbliżonej do roku poprzedniego liczbie płodnych oczek. Jak już było wspomniane możemy ciąć na Royata, Cazanave ale także w razie potrzeby możemy zastosować cięcie mieszane stosując oba rodzaje cięcia jednocześnie. Stosowanie i obserwacja cięcia mieszanego daje nam możliwość rozpoznania jakie cięcie jest najlepsze dla naszej odmiany.




PRZĘDZIORKI CZY MRÓZ ?

Po wiosennych przymrozkach występujących w drugiej połowie kwietnia i na początku maja, bardzo często po upływie 2-3 tygodni, na latoroślach masowo pojawiają się zdeformowane i podziurawione liście. Pisząc ten tekst, nie miałem zbyt wiele takich liści, bo w tym czasie dość starannie chroniłem krzewy przed przymrozkami, a i same przymrozki, w mojej lokalizacji były wtedy niewielkie. Dla potrzeb tego wpisu odszukałem jednak kilka takich liści.



 Takie uszkodzenia  łudząco przypominają uszkodzenia powodowane przez przędziorka,  po dłuższym okresie żerowania i bardzo często są tak interpretowane. Ludzie chwytają wówczas za opryskiwacze i  niepotrzebnie leją chemię. Po wysypie uszkodzonych przez mróz liści, zaczynają wyrastać zdrowe i utwierdza to dodatkowo pryskających, że preparat podziałał, a w rzeczywistości rośliny same się zregenerowały.  Jeżeli w danej lokalizacji wystąpiły przymrozki, skala zjawiska może być bardzo dużo. Ponieważ nie można wykluczyć, że w tym samym czasie mogą żerować przędziorki, powodując podobne objawy, trzeba nauczyć się właściwie rozpoznawać objawy. Najprostszym sposobem jest przegląd dolnej części liści, przy pomocy dobrej lupy, w poszukiwaniu przędziorków. Na winorośli żeruje przędziorek chmielowiec. Jak wygląda łatwo sprawdzić w necie. Brak przędziorków i wiedza o przymrozkach jednoznacznie świadczy o tym że uszkodzenia są po mrozowe.


 Film:             

niedziela, 2 stycznia 2022

ROLA CUKRÓW I DROŻDŻY W PROCESIE FERMENTACJI WIN

 


Niniejsze opracownie dotyczy wzajemnych zależności pomiędzy zawartymi w nastawie winnym cukrami, a drożdżami, bez, których nie da się zrobić wina. Cukry w nastawie mogą pochodzić głównie z dwóch źródeł. W winach owocowych podstawowym źródłem cukrów jest sok, z owoców, nazywany powszechnie moszczem. Moszcze owocowe zawierają cukry proste tj. fruktozę i glukozę. Najwięcej cukrów gromadzą winogrona. Jest go w moszczu gronowym tyle, że nierzadko z moszczy gronowych można zrobić wino bez dodatkowego dosładzania. Drugim źródłem cukru jest sacharoza (cukier buraczany), dodawana do nastawów przez winiarzy. Zrobienie wina bez drożdży jest niemożliwe. Jeżeli ktoś twierdzi, że robi wino bez drożdży to się myli. Drożdże w przyrodzie występują praktycznie wszędzie, a szczególnie dużo jest ich na skórkach różnych owoców i pomimo tego, że nie dodaliśmy drożdży do nastawu, to i tak zwykle, gdzieś się one, w nim znajdą i uaktywnią. Takie drożdże nazywamy dzikimi. Człowiek nauczył się przez lata, hodować, selekcjonować i preparować drożdże, tak by służyły do wyrobu win o różnym % alkoholu i charakterze, który w dużej mierze zależy właśnie od dodanych drożdży. Takie drożdże nazywamy szlachetnymi i dodajemy je do nastawów w sposób kontrolowany. Gdy decydujemy się na wiwifikację na drożdżach szlachetnych, to powinniśmy zadbać o to, by wcześniej pozbyć się z nastawu drożdży dzikich, które mogą przeszkadzać w procesie fermentacji. Można to zrobić poprzez siarkowanie moszczu. Zwykle dzikie drożdże wykazują większą wrażliwość na siarkę niż drożdże szlachetne i dzięki tej zależności, stosując odpowiednie dawki siarki usuwamy większość szczepów dzikich, pozwalając namnażać się szczepom szlachetnym. Siarkownie moszczu na poziomie 1-2g pirosiarczynu potasu na 10 kg moszczu (miazgi owocowej) jest odpowiednie.

Często na winiarskich portalach można się spotkać z wpisami mniej więcej tej treści: „… jestem początkujący, chcę zrobić pierwsze swoje wino, chcę żeby miało 13 % i było półsłodkie, bo takie akurat lubię. Kto zna jakiś dobry przepis?”. No i w odpowiedzi pojawiają się mniej lub bardziej realne do zrealizowania przepisy. Niestety rzeczywistość jest taka, że nie da się wg przepisu zrobić każdego wina. Stosunkowo proste, zgodnie z pozyskanym przepisem, jest zrobienie wina wytrawnego. Wino o wysokim % alkoholu, fermentowane do końca możliwości użytych drożdży, z cukrem resztkowym da się również stosukowo bezproblemowo zrobić. Zabierając się za wykonanie innych win o średnim % alkoholu (niższym niż graniczny dla drożdży) i zawierających cukier resztkowy, musimy się liczyć z możliwością wystąpienia problemów. Źródłem tych problemów jest wzajemna zależność cukrów i drożdży. Cukry stanowią pokarm dla drożdży, a te zużywając cukry w procesie fermentacji, redukują je w nastawie i wytwarzają jednocześnie alkohol. Kontrolowanie tego procesu, a w szczególności jego zatrzymanie w dowolnym momencie nie jest łatwe i wymaga dużej wiedzy. Dlatego każdemu początkującemu winiarzowi doradzam by rozpoczynał swoją przygodę winiarską od jednej z dwóch technik wykonania win tj. techniki wykonania wina wytrawnego lub techniki wykonania wino o wysokim % alkoholu, fermentowanego do końca możliwości użytych drożdży, z ewentualnym cukrem resztkowym. Inne wina proponuję pozostawić sobie na czas, kiedy zdobędziemy wymagana wiedzę i doświadczenie w wiwifikacji.

Wina wytrawne robi się w ten sposób, że projektujemy nastaw tak by zawierał tylko tyle cukru ile jest potrzebne do uzyskania określonego poziomu alkoholu planowanego wina wytrawnego. Istotną informacją przy takim planowaniu jest to, że 16, 7 g cukru, w litrze nastawu, da po fermentacji 1 % alkoholu, w tym nastawie. Ta wiedza pozwala zaprojektować każdy % alkoholu, w znanej płynnej objętości nastawu. Po zużyciu całego cukru drożdże w takim nastawi masowo obumierają, fermentacja ustaje, ale nie oznacza to, że drożdże całkowicie znikają z wina. Bywa, że jakieś wyjątkowo silne formy potrafią bardzo długo przetrwać czekając na kolejny cukier. Gwarancją stabilności tak wykonanych win wytrawnych jest to, że nigdy nie będziemy próbować ich dosładzać.

Wino o wysokim alkoholu z cukrem resztkowym robimy w ten sposób, że projektujemy nastaw tak by zawierał tyle cukru, aby wystarczyło go do wytworzenia przez drożdże takiej ilości alkoholu, która jest przez producenta drożdży podana, jaka graniczna dla danego szczepu. Jeżeli drożdże są np. do 16 % to cukier na litr nastawu obliczamy następująco 16x16.7=267,2g/l. Ta ilość cukru jest na teoretyczny alkohol naszego wina. Do tej wartości musimy dodać jeszcze cukier, który da naszemu winu słodycz. Wg mnie najlepszy sposób kończenia takiej fermentacji powinien polegać na kontrolowaniu Blg pozornego nastawu i wielokrotnym dosładzanie niewielkimi dawkami cukru. Praktycznie wygląda to tak, że pod koniec fermentacji doprowadzamy nastaw do stanu, kiedy Blg pozorne jest ok. zera. W mocnym winie to oznacza jeszcze nawet ok. 40g cukru na litr. Taki nastaw dosładzamy wielokrotnie dawką cukru ok. 20g/l. Kolejne dosłodzenia robimy, gdy po wcześniejszym dosłodzeniu Blg spadnie ponownie do zera. Postępujemy tak, aż do momentu, gdy fermentacja ustanie, a Blg przestanie spadać. Wina kończonego w ten sposób nigdy nie przesłodzimy. Po ustaniu fermentacji możemy dokonać ostatecznego dosłodzenia do poziomu słodyczy, jaki nam odpowiada. O ile przy winach wytrawnych zatrzymywanie aktywności drożdży następuje poprzez ich zagłodzenie, to przy winach mocnych i słodkich drożdże zaprzestają aktywności w skutek osiągnięcia poziomu alkoholu, który je zabija. Trzeba jednak liczyć się z tym, że w jednym i drugim przypadku, w sprzyjających dla drożdży warunkach może dojść do wznowienia ich aktywności na niewielka skalę. Jeżeli nastąpi to po zabutelkowaniu to wystąpi w butelkach osad drożdżowy, a wina będą nagazowane. Dlatego, dla całkowitej pewności tak zakończone wina powinny zostać dodatkowo zasiarkowane.

Inne wina, o alkoholu niższym niż potencjalne możliwości użytych drożdży, zawierające jednocześnie cukier resztowy, są już o wiele trudniejsze do zrobienia. Problem polega na tym, że cukier znajdujący się w nastawie, jest pożywieniem dla drożdży, które przerabiają go na alkohol, a jednocześnie zgodnie z wola winiarza jego część powinna pozostać, po osiągnięciu przez wino zaplanowanego poziomu alkoholu, jako słodzik. Niestety w całej tej zabawie nie da się wytłumaczyć drożdżą, że powinny zjeść tylko określoną ilość cukru, a resztę zastawić winiarzowi. Jedynym możliwym sposobem na „przekonanie” drożdży, żeby już więcej nie zjadały cukru jest skuteczne wyeliminowanie ich z nastawu. Wina takie możemy projektować dwojako. Pierwszy sposób to projektujemy w nastawie tyle cukru, by uzyskać zaplanowany poziom alkoholu. Robimy to analogicznie jak przy winach wytrawnych. Gdy fermentacja ustanie wskutek braku cukru, pozbywamy się z nastawu drożdży, a wino dosładzamy tak jak lubimy. Drugi sposób polega na tym, że projektujemy nastaw w ten sposób by ilość cukru użyta do fermentacji (może być dodawana w kilku partiach) była wystarczająca na zaplanowany alkohol i cukier resztowy. W tej sytuacji zatrzymanie fermentacji dokonujemy przed całkowitym zużyciem cukru przez drożdże. Zdecydowanie łatwiejszym i pewniejszym, co do wyniku jest sposób pierwszy i dla niewprawionych winiarzy ten sposób działania polecam. Postępując w opisany sposób, przy założeniu, że nie popełnimy błędów przy projektowaniu nastawu, możemy teoretycznie wykonać każde wino, o dowolnym alkoholu i cukrze resztkowym. Jakie to proste-prawda? Jedyne, co może nam pokrzyżować plany, to drożdże, które niestety bardzo często bywają nieprzewidywalne i tak łatwo, nie ustępują. Nie raz się o tym przekonałem i już od dawna robię wyłącznie wina wytrawne lub wina z cukrem resztkowym, na drożdżach o niskiej tolerancji na alkohol, sposobem, który opisałem, jako drugi. Zatrzymywania trwającej fermentacji nie praktykuję, dlatego o tym jak walczyć z drożdżami musicie poczytać w innych źródłach.